jordan

Od zarania przemysłu sneakersowego, wypuszczane na rynek, pożądane buty sportowe i ich sprzedaż były osądzane i obrzucane przez oskarżenia o nieuczciwe traktowanie wszystkich klientów i prawdę mówiąc robienie wałków przez coraz bardziej cwanych kolekcjonerów. Starsze pokolenie amerykańskich sneakerheadów pamięta do dziś o posiadaniu swoich własnych wtyków w sklepie Footlocker. Niektórzy kolekcjonerzy stali się nawet własnymi wtyczkami i sami specjalnie po to zajmowali się sprzedażą detaliczną. Przez cały ten czas każdy, kto nie był w pętli wtajemniczenia, musiał czekać grzecznie i uczciwie w kolejce, dokładnie tak samo, jakby kupował bilety na koncert Coldplay. Kupowanie butów stało się co najmniej niekomfortowe i z tego powodu wielu najbardziej doświadczonych entuzjastów kicksów, którzy byli zdolni zdobyć kontakty do odpowiednich, wtajemniczonych w temat osób, mogli finalnie rozwinąć własną sieć sklepów. Wszystko było kwestią dobrych układów z twórcami nowych kolekcji i linii wydawniczych, które każdy chciał posiadać w swojej kolekcji.

Frustracja takim rozwojem spraw oraz samą dynamiką fizycznych wydań kicksów (które wciąż są dostępne i do dostania w niektórych sklepach) była jedną z przyczyn, dla których niektórzy postrzegali monobrandowy e-commerce jako świetny pomysł na biznes. Na takich sklepach internetowych liczyłeś się jednak tylko tak długo, jak zapamiętałeś pełen układ strony, miałeś gotowy numer swojej karty pod ręką i nie daj Boże nie usiadłeś do komputera na czas. Jeśli dodatkowo mogłeś sobie łatwo poradzić z szybkością, mając dobry Internet od lokalnego dostawcy, mogło Ci się udać polowanie na najnowszy model Air Jordan czy Nike jeszcze zanim pierwsza osoba z kolejki postawiła swoją stopę w sklepie stacjonarnym. W każdym razie był to jeden ze sposobów na sukces i zdobycie wymarzonych sneakersów.

W rzeczywistości jednak, premiery i pierwsze publikacje nowych sneakersów w trybie online były nękane własną niesprawiedliwością zaraz po wejściu na rynek. Dlaczego? Otóż okazało się, że najzwyklejsi, znudzeni studenci z pobieżną znajomością Pythona mogli z łatwością zakodować automatyczny program zakupowy, nazywany botem, który ma możliwość pingować strony internetowe tysiące razy na sekundę, korzystając z linków do backdoora, aby z automatu zakupić wiele par kicksów już o godzinie 8:00:01.

Wynik? Nawet przy dobrej kawie i wczesnym alarmie, szanse na ogarnięcie i kupienie na własność takich butów, jak Doernbecher Js były większe w realnym świecie niż online. Jak na ironię, internetowe premiery naprawdę wyrównały rynek – z dobrymi botami były tak samo nieprzejrzyste, jak wydania offline.

 

Nie znaczy to jednak, że marki sportowe bardzo przejęły się całym zjawiskiem i problemem i zrezygnowały ze sprzedaży online. Tak samo, jak firmy bukmacherskie będą odkrywać, a następnie łatać exploity, tak inżynierowie botów będą odkrywać, a następnie wykorzystywać nowe luki w systemach zakupowych. Obecnie firmy bukmacherskie coraz mocniej komplikują procesy zakupowe; zaś inżynierowie botów opracowują proste rozwiązania. W taki sposób rywalizacja między markami a botami trwa do dziś.

I tak dochodzimy do teraźniejszości. Po dziesięcioletniej komplikacji, dzisiejsze wydawnictwa sneakersów nadal są zawiłe, mylące i po prostu tandetne. Nurkujemy w kicksowym bagnie. I choć temat ten średnio dotyka polskich sneakerheadów, to powiedzmy, że mieszkasz w Londynie i chcesz mieć parę butów Nike HyperAdapt 1.0. Aby je zdobyć, najpierw musisz pobrać dedykowaną aplikację. Następnie musisz użyć tej aplikacji, aby zaplanować termin spotkania z wyprzedzeniem. Wreszcie możesz wymienić posiadaną walutę na produkt.

Wyobraźmy sobie teraz, że jesteś sneakerheadem, który mieszka poza główną metropolią i wcale nie chce walczyć z botami o parę najnowszych YEEZY Boostów prosto ze źródła. Cóż, trudno. Musisz obejść się smakiem.

Pójdźmy jeszcze dalej. Powiedzmy, że mieszkasz w miastach „pewniakach”, takich jak Nowy Jork, Los Angeles czy Chicago, i chcesz uniknąć walki z botami sneakersowymi o parę najnowszych YEEZY Boostów prosto ze źródła. Najpierw musisz pobrać aplikację. Następnie przeczesujesz Twittera, aby dowiedzieć się, kiedy skorzystać z tej aplikacji. Na koniec szybko dotykasz przycisku w tej aplikacji, aby uzyskać odpowiedź na catchpa, która pozwoli Ci finalnie wymienić pieniądze na wymarzone kicksy. Wciąż ciężko.

To teraz wyobraź sobie, że przez ten czas niektórzy chińscy hakerzy zdobyli już po 80 par butów, wykorzystując tę samą aplikację.

Tymczasem niemal wszystkie dzieci, które transmitują kupowanie kicksów na żywo na całym świecie, wciąż nie rozumieją, jak zdobyć pożądany model. Jesteśmy z nimi – sami nie wiemy, gdzie je sprzedają. Jesteśmy równie zdezorientowani.

 

Mniej więcej rok temu w Berlinie, jeśli ktoś miał szczęście, aplikacja SNEAKRS otworzyła się mu dokładnie o godzinie 15:00 i zaprowadziła do ciężarówki, w której można było użyć funkcji rozszerzonej rzeczywistości, by kupić parę butów Nike Air Force Virgil Abloh x Nike 1. Tamto wydarzenie wiązało się z pewną nowością, jednak wciąż nie możemy wyjść z podziwu – dlaczego to musi być aż tak skomplikowane? Dlaczego buty po prostu muszą już być aż tak trudne do zdobycia.

Kiedy to wszystko się skończy i marki sportowe powiedzą basta, już wystarczy?

Dla jasności, nie dyskredytujemy marek takich jak Nike, Adidas czy inne za ich dobre intencje.Bardzo chcemy, aby rynek sneakersów był na naprawdę wysokim poziomie. Jednakże, jako realiści (i dumni posiadacze samoświadomości), uważamy, że dzisiejsze zawiłe premiery kicksów są nadmierną akcją-reakcją z nieco błahych powodów.

Cytując Pattona: „Jeśli uda Ci się pokonać pasma górskie i oceany, to wszystko, co zbudowane jest przez człowieka, też może zostać przezwyciężone.” Tymczasem, jak się okazało, boty wymykają się temu stwierdzeniu. Budowanie jeszcze bardziej płonących kółek dla przeciętnego klienta naprawdę tylko opóźnia nieuchronnie to, że niebawem to boty będą rządziły zakupami przez Internet. Co najgorsze, istnieją uzasadnione zachęty dla obu stron, aby te płonące obręcze paliły się jeszcze jaśniej.

Jak to możliwe? Z jednej strony wzrost efektywnej odsprzedaży (dzięki takim witrynom, jak Grailed czy StockX), która zapewniła cyklowi botów duży i skalowalny bodziec pieniężny, który napędza niekończące się próby przełamywania starych systemów. Twórcy botów zarabiają więc pieniądze na dwa sposoby: sprzedając boty sfrustrowanym konsumentom i aspirującym sprzedawcom (dla przykładu kopia systemu AIOBot kosztuje 325 $), a następnie zarabiają na odsprzedawaniu par, które udało się nabyć dzięki temu zaawansowanemu oprogramowaniu. Co więcej, nie ma po prostu powodu, by marki uwierzyły, że „walka” z tymi przebiegłymi oprogramowaniami w sieci powstrzyma to zjawisko.

Z drugiej strony, zawiłe reguły rządzące danymi wydaniami kicksów sprawiają, że to właśnie te, a nie inne modele stają się bardzo popularne i pożądane, zwłaszcza w świecie, w którym ludzie będą chcieli je kupować. W świecie sneakerheadów ludzie będą kupować Twój produkt bez względu na to, jak trudne to będzie, a zatem dlaczego by nie wykorzystać tych możliwości marketingowych? To staje się dość jasne. Weźmy na przykład udział w zeszłorocznej premierze kolekcji adidas x Alexander Wang Collection 2. Tajemnicze plakaty z napisem “text to buy” pojawiły się wszędzie na ulicach Nowego Jorku, dając zainteresowanym sneakerheadom zaledwie kilka godzin na zakup butów, które sprzedadzą się na całym świecie zaledwie już tydzień później. Wygląd plakatów sam w sobie był materiałem na opowieść. Premiera kolekcji oferowała dużo więcej ciekawego kontekstu, ponieważ uruchomiła kuriera rowerowego, który śmigał po ciemnych ulicach Nowego Jorku nosząc kominiarkę, która odsłaniała trójwymiarowe, ekscentryczne dresy i sznurowane trampki adidasa.Tak ubrany, tajemniczy rowerzysta dostarczał do rąk osobliwe paczki, a sama dostawa towarów przez specjalnych rowerzystów była osobliwą historią samą w sobie. I podczas gdy taka reklama kolaboracji Adidas x Wang była bardziej celową aktywacją marketingową niż tajne wydawania modeli butów Supreme to oba działania osiągnęły ten sam rezultat: oczy sneakersowego świata skoncentrowały się na ograniczonym produkcie i uczyniły z niego kulturowy luksus.

Biorąc pod uwagę te dwie siły (i bardzo duże pieniądze), każda premiera najnowszej wersji znanych i lubianych butów, która nie jest wyłącznie grą marketingową, będzie wyglądała w najlepszym razie na całkiem niepotrzebną, a w najgorszym na naiwną. Tymczasem ludzie nadal będą wymieniać przysługi. Ludzie nadal będą czuć rozczarowanie i gniew. Ludzie będą w końcu pragnąć tego, czego nie mogą mieć. Dlaczego by więc marnować czas i zasoby po obu stronach na coraz bardziej skomplikowane reguły zakupu butów sportowych?

Mamy w związku z tym komunikat do właścicieli fizycznych, stacjonarnych sklepów – nie trzymajcie się losowych premier butów, wstępnie rejestrowanych loterii lub innych, nieprzewidzianych niespodzianek. To dla nas „najgorszy” sposób na zdobywanie najnowszych wydań, zwłaszcza, że zamieszki wywołane modelem Supreme x Nike Foamposites sprawiły, że niesmak pozostał do dziś.

jordan retro

Mamy także apel do właścicieli sklepów internetowych – po prostu utrzymujcie sprzedaż w prostej formie. Może nie tak, żeby wyglądały jak pierwsza wersja Allegro, ale jednak loterie są dobrym rozwiązaniem na wygrywanie kasy, a nie kupowanie butów Reebok. Pamiętajcie, że boty i tak zdobędą każdą niezbędną umiejętność, potrzebną do „uczciwego” kupowania butów z pierwszego wydania pożądanego modelu kicksów. Zapamiętajcie ten fakt, zaprojektujcie sklep kierując się prostotą, a następnie wyraźnie przekażcie info zarówno o czasie, jak i oczekiwaniach dotyczących sposobu wygrywania.

 

Niestety nawet te loterie, które uznajemy za uczciwe i demokratyczne, stają się męczące, gdy sklepy na wstępie pytają o nasze karty kredytowe lub proszą nas o oznaczenie trzech przyjaciół, aby zapewnić sobie przywilej kupowania butów w sprzedaży detalicznej.

 

Spójrzmy jeszcze na premierę modelu „THE DRAW” Nike x Virgil Abloh jako modelową procedurę sprzedaży. Była ona losowa, przyjazna dla użytkownika, a nawet zawierała własne FAQ. I choć oczywiście nie każdy został wylosowany, to cały nakład kicksów nie trafił w wirtualne ręce botów.

I chociaż nadal nie wiemy, co przyniesie przyszłość (Identyfikacja biometryczna? Aukcje w dniu wydania?), jedynym prawdziwym rozwiązaniem, naszym skromnym zdaniem, dla tego wyścigu zbrojeń absurdu jest jawne podanie dnia premiery. Myślisz, że zostałeś uprzedzony przez farmerów botów lub krnąbrnych pracowników? Nie jesteś sam. To co możesz więc zrobić to wyrzucić całą złość i po prostu odpocząć z poczuciem, że niesprawiedliwość w tym świecie była, jest i będzie. Tymczasem pamiętaj o tym, że na świecie jest jeszcze kilka innych świetnych sneakersów, które będą wypuszczane w następny weekend, w następny weekend i tak dalej i tak dalej. Powodzenia!